sobota, 27 czerwca 2015

CO Z BLOGIEM??

Witajcie! Nie trudno zauważyć, że od prawie dwóch miesięcy na blogu panuje absolutna cisza. W tym czasie dużo się działo, a ja zebrałam się na przemyślenia dotyczące mojej działalności tutaj. Wnioski może i nie są dla stałych czytelników przyjemne, ale całkowicie prawdziwe, a to jednak dla mnie jest ważniejsze: blogowanie nie sprawia mi już takiej przyjemności jak kiedyś i dlatego postanowiłam zaprzestać pisania bloga. Nie będę go usuwać, bo być może komuś jeszcze przydadzą się zawarte tu informacje. Nie wiem też, czy powinnam przepraszać, bo robię to, co uważam za słuszne i nie chcę się do niczego zmuszać. W każdym razie, dziękuję za dotychczasowe odwiedziny, obserwowanie, zostawianie komentarzy. Żegnam Was i mam nadzieję, że wszystko, czego szukacie znajdziecie na blogach innych dziewczyn. 
Paulina

wtorek, 12 maja 2015

HAUL - CO KUPIŁAM NA PROMOCJACH? - NATURA, ROSSMANN I INNE

Organizacja czasu zdecydowanie nie należy w tym miesiącu do moich mocnych stron, nie tylko jeśli chodzi o blogowanie, choć w tej kwestii jako czytelnicy jesteście w stanie zdecydowanie najmocniej to odczuć. W każdym razie możliwe, że jestem ostatnią osobą robiącą tego typu posta, ale mimo wszystko chęć podzielenia się efektami promocyjnych szaleństw jest ode mnie większa, a zresztą niektóre z tych kosmetyków grzecznie czekały na zdjęcia bym mogła zacząć ich używać. Dodam jeszcze, że jeśli ktoś byłby zainteresowany spojrzeć na to, co zamierzałam kupić, to zapraszam TUTAJ.


TWARZ
____________
Tak jak miałam w planach, skusiłam się na podkład Rimmel Lasting Finish Nude w odcieniu 100 Ivory. Nie chciałam tego jaśniejszego, bo z pewnością byłby zbyt różowy, a ten zaś wydawał mi się odpowiedni, bynajmniej jeśli chodzi o tonację. Mimo wszystko okazał się minimalnie za ciemny, ale jest to praktycznie niezauważalne, choć ja i tak w pełni zacznę go używać pewnie dopiero za miesiąc, czyli wtedy aż troszkę się opalę. Krycie ma naprawdę zadziwiająco bardzo dobre i znacznie bardziej podoba mi się nakładany zwilżonym pędzlem (gąbeczek nie mam, więc się nie wypowiem) niż palcami. Oczywiście nadal jestem wierna minerałom AM, ale wiecie, kobieta zmienną jest i czasem potrzebuje czegoś dla odmiany. Jeśli zaś chodzi o korektory, to kupiłam zachwalany art scenic z Eveline (04 light) i wibo Deluxe Brightener, ale jeszcze żadnego z nich nie miałam okazji używać, bo najpierw chcę wykończyć Perfect Stay z Astor. Udało mi się też dorwać znany chyba każdemu rozświetlacz Diamond Illuminator i Fixing Powder od wibo. Pierwszy produkt bardzo mi się podoba, zaś drugi czeka w kolejce, podobnie jak puder Stay Matte z Rimmel w odcieniu 001 transparent.


OCZY
____________
Przechodząc do drugiego tygodnia promocji, kupiłam z listy wszystko, co chciałam z wyjątkiem cieni miss sporty, które okazały się dość słabe. Zakupy prezentują się zaś następująco: tusz Maybelline Lash Sensational, który na razie bardzo mi się podoba oraz znane wszystkim Growing Lashes Stimulator Mascara i Curling Pump Up Mascara. Cielista kredka (090 natural glaze) Max Factor musiała się u mnie znaleźć, gdyż w standardowej cenie raczej bym jej nie kupiła, nawet mimo tak dobrej jakości. Po prostu 30zł za kredkę do oczu wydaje mi się dość wysoką stawką. Zdecydowanie tańsze były kohl kajal (001 magic) i mini-me eye liner (040 eucalyptus) z miss sporty. Tym ostatnim jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, zwłaszcza, że przekonał mnie nie tyle, co do kolorowych kresek, ale kresek w ogóle. Z kolei baza pod cienie wibo ma okropne opakowanie, zaś w środku znajduje się naprawdę wysokiej jakości produkt, który mogę Wam zdecydowanie polecić, tak samo zresztą jak Maybelline Color Tattoo w odcieniu 35 - On and on Bronze.


 USTA
____________
Coś, czego nawet sama po sobie się nie spodziewałam, czyli błyszczyk, a właściwie wodoodporny top coat z Lovely przekonał mnie do błyszczącego wykończenia. Wyjątek w pomadkowych zakupach stanowi stanowi Golden Rose Velvet Matte w odcieniu 13. Umieściłam ją w otoczeniu innych szminek z Rossmanna, choć tak naprawdę została kupiona na stoisku, GR nie ma bowiem w ofercie Rossmanna. Obok zaś niemalże jej klon, czyli Rimmel Lasting Finish Kate Moss (20) - piękna fuksja o kremowej konsystencji i delikatnym połysku. Mniej zadowolona jestem z Rimmel Moisture Renew, ale nie wynika to z formuły pomadki, lecz nieco perłowego wykończenia. Nie jest to coś, co według mnie wygląda dobrze, ale sama konsystencja i to, jak się nosi pomadkę na ustach, wszystko nadrabia. Kolor zaś (200 Latino) 'naprawiam' nakładając trochę błyszczyku, który niweluje delikatną, ale jednak widoczną perłę. Przypadkowym zakupem okazał się wibo Glossing Temptation (6), w którym się zakochałam. Kolor jest dla mnie idealny, cena śmieszna, a subtelny błysk tylko potwierdzi to, o czym pisałam wcześniej - zaczynam wychodzić poza matowe i satynowe wykończenia. Punktem obowiązkowym była dla mnie kredka Rimmel Colour Rush (100 give me a cuddle) i choć nie byłam przekonana do koloru, to po nałożeniu go w domu totalnie przepadłam, bo w połączeniu z moją dość intensywną barwą ust wygląda po prostu pięknie.


PAZNOKCIE
____________
Tutaj także kupiłam wszystko, co zaplanowałam, a nawet nieco więcej. Do koszyka trafiły piaski Lovely Baltic Sand (5 i 6), które uwielbiam, zwłaszcza ten granatowy (6). Nie odpuściłam sobie także kilku nowości, czyli coś z Rimmel - 408 peachella od Rita Ora oraz kolejne piaski, tym razem wibo Granite Summer. Jak widać, to lato należy do niebieskości, bo wibo uraczyło mnie pięknym i dość intensywnym błękitem (9) z serii Hello Summer.



NATURA
____________
Niestety w Naturze nie udało mi się kupić wszystkiego, czego chciałam, ponieważ bronzery Kobo były wykupione, tak samo zresztą jak pigmenty i osławiony cień 'golden rose'. Znalazłam na szczęście matowy odcień idealny w załamanie, czyli 'caffe latte', a poza tym skusiłam się na coś w nietypowym dla mnie kolorze, czyli cienie Sensique Velvet Touch w dość żywym (zdjęcia tego nie oddają) fiolecie (151) oraz cudownej mieszance fioletu i brązu (155). Oba były już w użyciu i oba bardzo lubię, choć ten drugi zdecydowanie bardziej skradł moje serce. Potrzebna mi była także czysta biel i tutaj podjęłam bardzo dobrą decyzję, bo wybrałam cień my secret (501). Z tej samej firmy wybrałam także paletkę Natural Beauty ('nude look'). Nie mogło zabraknąć czegoś do ust i tutaj skusiłam się na pomadkę Essence w odcieniu 07 'natural beauty' oraz cztery konturówki: 06 'satin mauve', 07 'cute pink', 15 'honey berry' i 13 'transparent'. Ostatni jest już tylko róż Defining Blush od Catrice (020 Rose Royce), ale ten kupiłam w Hebe, jeszcze zanim rozpętały się te wszystkie promocje.

Mam nadzieję, że chociaż ktoś wytrwał do końca :) Ja powiem szczerze, że kosmetyków kolorowych wystarczy mi na najbliższe miesiące i popiera mnie w tej kwestii także mój portfel. Koniecznie napiszcie w komentarzach, co Wam udało się kupić i czy jesteście zadowolone :)

http://instagram.com/make.your.life.betterhttp://instagram.com/make.your.life.betterhttp://naturalady.tumblr.com/

czwartek, 30 kwietnia 2015

PROMOCYJNE PLANY ZAKUPOWE - ROSSMANN

Przed publikacją tego postu zastanawiałam się, czy przedstawienie listy dotyczącej także tych kosmetyków, na które promocja się już skończyła, będzie mieć sens. Mimo wszystko stwierdziłam, że później ułatwi mi to pokazanie zakupionych już nowości i dokonanie rozliczenia w oparciu o znajdującą się na blogu listę. Postaram się też nie zdradzić, co udało mi się kupić, a co nie. Zapraszam.


Podkłady mineralne pokochałam od pierwszego użycia, ale że kobieta zmienną jest, chciałam przetestować coś nowego. Naoglądałam i nasłuchałam się o Lasting Finish Nude od Rimmel, więc nic dziwnego, że to on wylądował na mojej liście. Jedna z nowości od wibo także mnie zaciekawiła, zwłaszcza, że o pudrze Fixing Powder jest ostatnio dość głośno na blogach, a i przechadzając się po Rossmannie zauważyłam, że bardzo często jest wykupiony. Kultowy Stay Matte nigdy jeszcze nie miał okazji wylądować na mojej twarzy, a że zbliża się lato, to stwierdziłam, że nie ma nic przeciwko, aby coś dobrze matującego znalazło się w mojej kosmetyczce. Bronzery i róże sobie odpuściłam, bo mam ich wystarczającą ilość, ale korektor z Astora coraz bardziej zbliża się do denka, więc z przyjemnością pokuszę się o coś nowego. Myślałam nad korektorem kryjąco-rozświetlającym Eveline, Match Perfection od Rimmel bądź Affinitone od Maybelline. W praktyce wyszło troszkę inaczej :)


Podejrzewam, że na aktualną promocję wydam najwięcej. Tradycyjnie musiałam umieścić na liście Lovely Pump Up Mascara oraz wibo Growing Lashes. Bardzo ciekawi mnie też nowy tusz Maybelline, czyli Lash Sensational, zwłaszcza, że jego cena jest teraz przyjemniejsza dla portfela. Poza tym, wibo wypuściło też bazę pod cienie, która zbiera całkiem dobre opinie na wizażu :). Nie wydaje mi się też, aby w Rossmannie były jakieś ciekawe cienie do powiek, choć przyjrzę się tym z miss sporty, natomiast musiałam uwzględnić tu kredkę z Max Factor, bo w normalnej cenie (ok.30 zł) raczej bym jej nie kupiła, a że promocja i potrzeba czegoś cielistego na linię wodną to nie bez powodu woła do mnie zza ekranu. Na sam koniec zaś Maybelline Color Tattoo, ponieważ mam Permanent Taupe, lubię i używam, to dlaczego by nie skusić się na coś nowego?


Jeśli chodzi o usta, to z drogeryjnych marek stawiam na Rimmel, resztę postaram się jakoś obejść i nie wydać zbyt dużo. O Colour Rush słyszał chyba każdy i choć nie ma w ofercie koloru, który by aż krzyczał, abym go kupiła, to jednak zamierzam wypróbować je, aby przekonać się, czy faktycznie są takie dobre, jak wszyscy mówią. Mam też jedną pomadkę z serii Kate Moss i z chęcią przygarnęłabym jakąś jeszcze. Natomiast jeśli o lakiery chodzi, to tutaj chcę już troszkę poszaleć i stawiam na piaski, które pokochałam odkąd tylko się pojawiły. Lovely Baltic Sand musi się u mnie znaleźć, zwłaszcza kolor z powyższej grafiki, a poza tym wibo wypuściło ostatnio przepiękne lakiery Granite Summer i wiem, że nie będę potrafiła zdecydować się tylko na jeden. Ba! Przyznaję się przed Wami, że chcę kupić całą pastelową piątkę. Oprócz tego lakier Rimmel w odcieniu Peachella i może jeszcze jakiś, kto wie? :)

Koniecznie dajcie znać, co Wy zamierzacie kupić lub co już kupiłyście. Sam zaś post ze zbiorczymi zakupami pojawi się po zakończeniu tego promocyjnego szaleństwa :)

http://instagram.com/make.your.life.betterhttp://instagram.com/make.your.life.betterhttp://www.bloglovin.com/en/blog/6592753

piątek, 24 kwietnia 2015

PROMOCYJNE PLANY ZAKUPOWE - NATURA

Jeżeli śledzicie mnie na Istagramie, to przyczyna mojej nieobecności była Wam znana. Tym, którzy jednak przegapili pewne informacje w skrócie powiem, że byłam na wyjeździe, dokładniej w Rosji oraz na Białorusi i nie tylko pobyt poza granicami, ale także przygotowania do niego zajęły sporą ilość mojego czasu. W każdym razie wróciłam i choć wiem o promocyjnym szaleństwie w Rossmannie, to dziś jednak chciałabym Wam pokazać, co planuję kupić w Naturze i mam nadzieję, że wszystko z tej listy dołączy wkrótce do moich zbiorów. Zapraszam!


O konturówkach Essence (1) jest ostatnio dość głośno, a ze względu na przyjazną dla portfela cenę, zwłaszcza po obniżce, aż żal byłoby nie zaopatrzyć się w jakieś kolory. Myślałam tu przede wszystkim o 'transparent', 'wish me a rose', 'satin mauve' i 'honey berry', choć ostateczną decyzję podejmę już w drogerii. Wiem też, że bez korektora się nie obędzie i pozostaje jeszcze tylko kwestia, czy kupię jakiś w Rossmannie, czy wypróbuję ten z Kobo (2). Ustom nie odmówię zaś pomadki 'natural beauty' z Essence (3), bo taki odcień jest mi bardzo potrzebny. 

Bronzery, a właściwie pudry konturujące, z Kobo szturmem podbiły zarówno YT jak i blogi. Dla mojej bladej cery upatrzyłam sobie ten jaśniejszy 'sahara sand', który często jest jednak wykupiony i obawiam się, że mogą pojawić się problemy z jego dostępnością, zwłaszcza w czasie takich zniżek. Podobnie jest z pigmentami Kobo (5), w które chciałabym się w końcu zaopatrzyć i mam nadzieję, że mi się to uda. Upatrzyłam sobie także dwa konkretne cienie z tejże firmy (6, 7), a mianowicie rozsławiony 'golden rose' i 'caffe latte', który chciałabym stosować jako cień transferowy w załamanie powieki. A jak już przy cieniach jesteśmy to żal nie skusić się na produkty My Secret, bo ich jakość w stosunku do ceny jest wręcz śmieszna.

Jak widać, w Naturze wolę stawiać na marki, które nie są szerzej dostępne, szczególnie Kobo czy My Secret. Nie ma sensu bowiem kupować czegoś, co można dostać jeszcze taniej chociażby w Rossmannie. Czekam też na Wasze komentarze, co zamierzacie lub już zdążyliście kupić i czy lubicie takie promocje.

http://instagram.com/make.your.life.betterhttp://instagram.com/make.your.life.betterhttp://www.bloglovin.com/en/blog/6592753

sobota, 4 kwietnia 2015

6 NIEDOCENIANYCH KANAŁÓW NA YOUTUBE

Ostatnio dość dużo czasu spędzam na YouTube i co za tym idzie - liczba subskrybowanych kanałów także sukcesywnie się powiększa. Oprócz tych najbardziej znanych i kojarzonych przez większość osób twórców takich jak Ewa z Red Lipstick Monster, Asia - Maxineczka czy Carli Bybel, lubię odwiedzać kanały osób, które mam wrażenie, że są troszkę niedoceniane na YT, a to co robią zdecydowanie zasługuje na uwagę, zwłaszcza, że dużo wnoszą do polskiego YT. Dziś przedstawię Wam więc kilka propozycji (kolejność przypadkowa) i opowiem, dlaczego właśnie te kanały wybrałam. Zapraszam!


DRESSED IN MINT
____________________
Tak jak następne trzy kanały, dressed in mint obejmuje tematykę kosmetyczną, przede wszystkim powiązaną z makijażem. Jakość filmików, zarówno pod względem technicznym jak i merytorycznym, jest na wysokim poziomie i widać, że Agnieszka zna się na rzeczy. Zresztą, już powyższy wycinek ze strony głównej mówi sam za siebie. Tutoriale pokazane bardzo przejrzyście, ulubieńcy, testy, chat makeup, które uwielbiam czy GRWM. Mile spędzony czas gwarantowany.


KAROLINA ZIENTEK MAKEUP ARTIST
____________________
Wystarczy spojrzeć na charakteryzacje Karoliny, by przekonać się, że precyzja i profesjonalizm aż kipi od niej. Znajdziemy tu filmy interesujące i przede wszystkim bardzo inspirujące zarówno dla początkujących w makijażu jak i zawodowych wizażystów. Nigdy nie mogę wyjść z podziwu jak za pomocą kilku kosmetyków Karolina potrafi stworzyć prawdziwą sztukę. Poza tm bardzo lubię jej pogadankowe filmy np. na temat ekonomii w kosmetyczce czy niepokojących trendów w makijażu.


MILENA MAKEUP
____________________
Subskrybuję kanał Mileny już od jakiegoś czasu i zdążyłam zauważyć, że filmy, które wrzuca są coraz lepsze. Poza tym wydaje się być bardzo sympatyczną, miłą osobą, więc nic dziwnego, że podczas oglądania ma się wrażenie siedzenia przy kawie z najlepszą koleżanką, gdzie tematem głównym są kosmetyki. Bardzo przydatne jest dla mnie to, że Milena ma podobny kształt oczu, a co za tym idzie - nie mam większych problemów, by odwzorować niektóre makijaże.


NATALIEBEAUTYYY
____________________
W tej notce piszę tylko o polskim YT, więc od razu usprawiedliwię się, że powyższy kanał prowadzi Polka, z tą różnicą, że znaczna część filmów jest w języku angielskim. Wydaje mi się jednak, że ze zrozumieniem tego, co mówi nie powinno być żadnych problemów. Filmy ogląda się przyjemnie i odnoszę wrażenie, że każdy makijaż w jej wydaniu jej naprawdę piękny. Co prawda, trudno mi czasami odwzorować niektóre ze względu na mój kształt oczu, który znacznie różni się od tego, jaki posiada Natalia, ale nie zmienia to faktu, że to, co tworzy jest bardzo miłe dla oka.


OLUR
____________________
Pół żartem, pół serio - lepszego określenia użyć nie można. To zdecydowanie nie jest kanał kosmetyczny, bo w rzeczy samej nie tylko kosmetykami człowiek żyje. Na YT niemało jest kanałów vlogowych, co czasami robi się już nudne, ale tutaj to już inna sprawa. Od Oli bije taka szczerość, dystans do siebie i świata, że jej oglądanie to sama przyjemność, nawet jeśli komuś wydawałoby się, że gadanie o widelcach czy fenomenie kominów mogłoby się wydawać bezsensowne. Uwierzcie mi, oglądając Olę nie da się nie śmiać i nawet krótka debata o kształcie wspomnianych widelców jest w jej wydaniu naprawdę ciekawym urozmaiceniem w świecie YT.


G.F. DARWIN
____________________
Link do kanału grupy filmowej Darwin przesłała mi koleżanka i muszę przyznać, że takich twórców na YT brakuje. Pełen profesjonalizm, idealna dawka sarkazmu, no nie mogę się do niczego przyczepić. Uważajcie tylko, bo jak obejrzycie jeden odcinek, będziecie mieli ochotę na więcej i więcej. Seria 'Wielkie Konflikty' to dla mnie mistrzostwo świata, zwłaszcza konflikt pomiędzy Słowackim a Mickiewiczem, ale nic więcej nie mówię. Po prostu odwiedźcie Darwina, to wystarczy, aby spędzić przed ekranem komputera niemało czasu.

http://instagram.com/make.your.life.betterhttp://instagram.com/make.your.life.betterhttp://www.bloglovin.com/en/blog/6592753

środa, 25 marca 2015

PODKŁAD MINERALNY ANNABELLE MINERALS - WARTO? + SWATCHE

Po intensywnym używaniu podkładu Annabelle Minerals przyszła pora, aby napisać o nim coś więcej i odpowiedzieć na pytanie najważniejsze: czy warto go kupić? Postaram się więc jak najobszerniej go opisać i być może rozwiać wątpliwości odnośnie zakupu minerałów. Zapraszam.


Przyznam, że moje doświadczenie zarówno z podkładami płynnymi jak i tymi mineralnymi nie należy do największych. Na te drugie skusiłam się zaś w połowie grudnia, a obawiając się nietrafionego koloru lub nieodpowiadającej mi sypkiej formuły, postawiłam na próbki. Jeśli zaś chodzi o tonacje, wiedziałam, że dotychczasowe problemy ze zbyt różowymi podkładami, nawet jeśli określane były jako żółte, nie mogły być bezpodstawne. Mając do wyboru trzy formuły: ROZŚWIETLAJĄCĄ, MATUJĄCĄ i KRYJĄCĄ oraz trzy tonacje:

BEIGE
____________
Beige Fairest, Beige Fair, Beige Light, Beige Medium, Beige Dark

NATURAL
____________
Natural Fairest, Natural Fair, Natural Light, Natural Medium, Natural Dark

GOLDEN
____________
Golden Fairest, Golden Fair, Golden Light, Golden Medium, Golden Dark

zdecydowałam się na tą ostatnią, która okazała się strzałem w dziesiątkę. Wybrałam Golden Fairest i Golden Fair (matujące), a wspomnianym gratisem była próbka podkładu rozświetlającego Golden Fairest. Ochoczo zabrałam się więc za testowanie i ku mojemu zdziwieniu, 1 g produktu okazał się bardzo wydajny, bo starczył na ok. 2 tygodnie codziennego używania.



Pomimo tego samego nazewnictwa, Golden Fairest różni się odcieniem w zależności od formuły. Ta rozświetlająca wydaje się być jaśniejsza, choć możliwe, że udział mogą mieć tu odbijające światło drobinki. Zaznaczę jednak, że są one bardzo drobno zmielone i niemalże niewidoczne, choć w pełnym słońcu to rozświetlenie jest niemałe i głównie z tego względu bardziej upodobałam sobie wersję matującą. Wolę mieć pewność, że w każdym oświetleniu podkład wygląda tak samo, zaś formułę rozświetlającą można wykorzystać jako bardzo subtelny rozświetlacz na kości policzkowe czy dekolt.


Po ostatecznym wyborze koloru i formuły (cena - 34, 90 zł/4g; 59,90 zł/10g), zamówiłam Golden Fairest matujący, a aby ułatwić sobie aplikację, postanowiłam kupić także pędzel flat top. Jak w każdej paczuszce, znalazłam gratis - Golden Fair matujący, czyli w moim przypadku nic nowego. Nie narzekam jednak, bo sprawdzi się idealnie w wakacje, gdy nabiorę troszkę opalenizny, a te dwie próbki starczą spokojnie, ponieważ zazwyczaj rzadko wtedy wykonuję makijaż. 


Paczka tak jak poprzednio dotarła w całości, produkty były dobrze zabezpieczone, a ja z przyjemnością zabrałam się za testowanie, choć pierwsze wrażenie było już za mną. Od strony technicznej, w skład podkładów Annabelle Minerals wchodzą 4 składniki; posługując się stroną producenta, są to kolejno:

MIKA - ROZŚWIETLENIE
TLENEK CYNKU - EFEKT MATU
DWUTLENEK TYTANU - PERFEKCYJNE KRYCIE
TLENEK ŻELAZA, ULTRAMARYNA - IDEALNY ODCIEŃ

Natomiast jeśli chodzi o opakowanie, jest ono bardzo dobrze przemyślane. Wcześniejsze recenzje na blogach pokazują mało korzystny słoiczek z dziurkami bez ograniczeń. Teraz z kolei został on zmieniony i wyposażony w sitko, które poprzez jeden ruch można odsłonić lub zabezpieczyć przed wysypywaniem się produktu. Opakowanie zaś jest klasyczne, poręczne i dość eleganckie - czarna nakrętka z nazwą firmy oraz przezroczysty dół, przez który można swobodnie zobaczyć, ile produktu nam zostało. 


Przechodząc jednak do konkretów, podkład jest bardzo dobrze zmielony, to zaś sprawia, że jego konsystencja jest jedwabista, kremowa (co brzmi dość paradoksalnie w przypadku sypkich produktów) i niemalże niewyczuwalna między palcami. Po dobraniu odpowiedniego dla nas koloru możemy być pewne, że reszta pójdzie z górki. Wystarczy przyzwyczaić się do formy proszku, co wcale nie jest takie trudne i aplikować. W moim przypadku, zawsze przed nałożeniem makijażu używam kremu dość mocno nawilżającego, nawet troszkę tłustego i aby uniknąć ewentualnych plam (mówię tu o sytuacji, w której się śpieszę i krem może nie wniknąć całkowicie w skórę) nanoszę niewielką warstwę pudru transparentnego. Mam wówczas pewność, że wszystko będzie wyglądać naprawdę dobrze, a przy okazji zaznaczę, że nie wpływa to ani na zmniejszenie, ani na zwiększenie trwałości podkładu. 


Co do samej prezentacji podkładu na twarzy, nie mam chyba do czego się przeczepić. Produkt nie wysusza, nie podkreśla suchych skórek, a wierzcie mi, mam z tym nie lada problem, oraz kryje w stopniu zadowalającym. Mówię tak, bo stopień krycia można kontrolować- od lekkiego do mocniejszego, na który decyduję się przede wszystkim na policzkach, gdzie zaczerwienienia muszą zostać ukryte i tu podkład radzi sobie bardzo dobrze. Pomiędzy poszczególnymi warstwami dobrze jednak zrobić chwilę przerwy, aby wszystko dobrze się ze sobą stopiło. Natomiast niejednokrotnie nie miałam na to czasu i nawet po szybkiej aplikacji dwóch lub trzech warstw wszystko wyglądało naprawdę dobrze. Poza tym podkład ładnie wygładza, ujednolica skórę i zapewnia bardzo promienny i zdrowy wygląd. Odnoszę wrażenie, że nie jest to do końca mat, raczej taka satyna, która na twarzy wygląda wręcz pięknie. Nie mam także większych zarzutów odnośnie trwałości - kosmetyk trzyma się na skórze przez znaczną część dnia, oczywiście po 12 godzinach nie będzie wyglądał tak jak chwilę po nałożeniu, lecz nie znika, nie ściera się w niewyjaśnionych okolicznościach. Dobrze utrzymują się na nim pozostałe produkty, takie jak bronzer, róż czy rozświetlacz, a przy takiej wydajności jaką podkład oferuje, mogę być pewna, że starczy na naprawdę długo.

Muszę wspomnieć też o tym, że produkt nie dość, że działa tak jak należy w kwestii makijażu, to ponadto wpływa na stan cery. Wynika to przede wszystkim z bardzo bezpiecznego składu, który niemalże pielęgnuje skórę i wycisza niespodzianki zaraz po ich pojawieniu się. W ten sposób mam pewność, że część mojego makijażu jest równocześnie częścią pielęgnacji.

Sam flat top również spisuje się bardzo dobrze. Początkowo musiałam się do niego przyzwyczaić, gdyż dotychczas używałam bardziej zaokrąglonych pędzli, lecz ostatecznie bardzo się polubiliśmy. Niewielki, poręczny, idealny na wyjazdy, a ponadto rozprowadza podkład równomiernie i nie pochłania go zbyt wiele. Czego chcieć więcej?

____________
Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was tą dość obszerną recenzją i jednocześnie zachęcę do kupna, bo naprawdę warto. Zaznaczę też, że post nie jest sponsorowany, wszystko kupiłam sama i opinia jest jak najbardziej szczera.W komentarzach dajcie znać, czy miałyście już do czynienia z minerałami lub czy macie zamiar je wypróbować. Od siebie dodam, że mam ochotę na więcej, zwłaszcza na róż i korektor :)

http://instagram.com/make.your.life.betterhttp://instagram.com/make.your.life.betterhttp://www.bloglovin.com/en/blog/6592753


sobota, 21 marca 2015

YANKEE CANDLE #15 - GARDEN SWEET PEA

W przerwie od obrabiania zdjęć postanowiłam napisać o wosku YC, ponieważ takiej notki nie było tu przez ok. 1,5 miesiąca. Na bardziej kosmetyczne kwestie zapraszam w następną środę, zaś dziś temat luźny, a czy zapachowo przyjemny? Tego dowiecie się zaraz. Zapraszam.


Pachnący groszek romantycznie pnący się po drewnianych, sielskich sztachetach ugiętego pod ciężarem mchu płotka to cudownie ciepły obrazek kojarzący się ze spokojnym życiem na cichej prowincji. A kiedy do tego rysunku dorzucimy dostojną frezję, dojrzałą, kusząca słodkim nektarem brzoskwinię, zapach gruszkowego miąższu i esencję wyciekającą wprost z kwiatów różanego drzewka – wtedy otrzymamy portret aromatu idealnego: przytulnego, kwiatowego, ogrodowego! Tak właśnie rysuje się kompozycja Garden Sweet Pea – kusząca mnogością składników cudem zamkniętych w małej, woskowej tarteletce.

Kwiatowe zapachy są jednymi z tych, które lubię, ale miłością do nich nie pałam. Natomiast jeżeli już mnie któryś zauroczy, to wierzcie mi - na pewno ma w sobie to 'coś'. Po raz kolejny przyznam też, że skusił mnie kolor wosku i przede wszystkim obrazek kojarzący się z dzieciństwem. Przechodząc jednak do konkretów, ta urocza tartaletka oddaje wszystko to, czego pragnę: delikatną woń kwiatów - głównie groszku - która z pewnością nie jest mdła i nie doprowadza do bólu głowy, owoców (coś jakby brzoskwinia, lecz niezbyt mocno wyczuwalna) i ogrodu w samym środku lata. Nie mogę się w żaden sposób przyczepić do proporcji poszczególnych zapachów, wszystko jest bowiem bardzo dobrze dobrane, a intensywność określiłabym z kolei na średnią. Wosk nie dorównuje mocy Candy Cane Lane, ale też nie jest też tak słabo wyczuwalny jak Aloe Water. Mimo wszystko polecam, zwłaszcza na zbliżającą się wielkimi krokami wiosnę, a zainteresowanych odsyłam do bohatera dzisiejszej notki (TUTAJ) oraz zachęcam do przejrzenia oferty Yankee Candle.

http://instagram.com/make.your.life.betterhttp://instagram.com/make.your.life.betterhttp://www.bloglovin.com/en/blog/6592753

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...